Witajcie w Nowym Roku! Ostatnio trochę odpoczywam od szydełka, bo mam już tyle maskotek... Nie udało mi się załapać na żaden kiermasz świąteczny, poza tym były trzy niedziele handlowe, więc wszystkie te kiermasze przesiedziałam w pracy. No takie uroki pracy w handlu, że w grudniu to ja nie miałam życia. Powiem Wam, że teraz w styczniu to aż tak dziwnie, że nie ma takiego zapieprzu...
Mój odpoczynek od szydełkowania to wygląda tak, że wzięłam się za chustę :) No a z tym to wiadomo, że chwilę schodzi. Robię ją już chyba trzeci miesiąc. I to jest spoko. Nie mam jakiejś presji, robię to dla relaksu.
Jakoś końcem lata ktoś ukradł mi mojego szydełkowego Instagrama i powiem Wam, że świat mi się trochę zawalił, bo miałam tam trochę klientów, mnóstwo kontaktów... Założyłam nowe konto, nazwa nie mogła być taka sama, nie dało się. Tak powstała
Kasia z Beskidu Niskiego, która miała być połączeniem miłości do Beskidu i do szydełkowania maskotek. Zamysł był taki, żeby zabierać misiaczki w góry, pokazywać je w terenie, jako podróżników. Niestety, jak wróciłam do etatu, to brakło czasu na szydełko, na treści, na wycieczki...
Poza tym na starym profilu było ponad 1000 osób, a tu od nowa budować społeczność... obserwuje mnie 36 osób. Jakoś brakuje mi motywacji, by robić wszystko od nowa.
A ten przystojniak to jest Cerguś - baranek, który swoje imię zawdzięcza Górze Cergowej. Ma 22 cm wzrostu.
Byczek, który jeszcze nie ma imienia mierzy 23 cm razem z rogami. Pierwszy raz robiłam maskotkę, której kręci się głowa. Nie wiem czy jest to fajny bajer, ale można zrobić zdjęcia z różnej perspektywy.
Użyłam szydełka 3,5 mm. Oczy 16 mm. Brązowa włóczka to Yarn Art Dolce 765. Kupiłam ją raz zamiast Dolphin Baby. Ale chyba wolę jednak Dolphina :)
Już nie pamiętam jakie oczy użyłam do byczka, ale do Cergusia użyłam takich jakby z zezem. No super one wyglądają. Kupiłam je już dawno, ale jakoś bałam się użyć, bałam się efektu, ale na prawdę są świetne.
No i tak leci to żyćko. Pierwszy raz od września miałam 4 dni wolnego! Dziś mam ostatni z tych dni. Powiem Wam, że trochę odpoczęłam, trochę zadrobiłam zaległości - jak choćby przesadzanie kwiatków. No i usiałam do pisania, bo wreszcie parę dni wolnego pozwoliło mi skupić się na czymś innym, niż przetrwanie kolejnego dnia na etacie. Nieodmiennie moim marzeniem jest, bym kiedyś nie musiała tak ciężko fizycznie pracować, ale z każdym kolejnym rokiem mojego życia te nadzieje maleją.
Kasia