Strony

poniedziałek, 24 listopada 2014

Bombki po mojemu - część druga :)

     Widzę, że mój wpis o umieszczaniu balonika w szydełkowej bombce się spodobał :) Dziękuję Wam za miłe komentarze, witam nowych obserwujących - bardzo mi miło :) Takie wpisy mają na celu pokazanie moich technik, ale powiem w tajemnicy, że mam kiepską pamięć :) Jeśli okazałoby się, że za parę lat zapomnę jak robi się bombki - zajrzę na bloga i sobie odświeżę recepturę, odkurzę stare metody :P
Pójdę więc za ciosem i skorzystam z sugestii Ani, która na jednej z grup szydełkowych zaproponowała abym umieściła wpis o usztywnianiu bombek :)

     Podam Wam mój sposób, czy jest autorski? tego nie wiem, ale podejrzewam, że niejedna szydełkowiczka już robi bombki w ten sposób.


     Na początek przygotowuję sobie mieszankę Wikolu (kupuję litrową butelkę, która wystarcza na dłużej) firmy Dragon oraz Ługi firmy Gold Drop :) Daję raczej więcej kleju, a mniej Ługi, myślę, że na kolejnych zdjęciach będzie widać jaka to mniej więcej konsystencja. Baloniki są nadmuchane i zawiązane. Ważne są także ręczniki kuchenne, zużywam ich dość dużo :)


      Całą bombkę dokładnie moczę w roztworze, nadmiar zgarniam drugą ręką (w której trzymam aparat, więc tego pokazać nie mogę :P).


     Tak jak na zdjęciu powyżej wygląda już ogarnięta z nadmiaru kleju :)


     Następnie biorę kilka ręczników kuchennych i przykładam delikatnie, pamiętając żeby nie pocierać, bo strzępki ręcznika przykleją się wtedy do bombki :) Dotykam miejsce przy miejscu, aż do uzyskania takiego efektu jak na powyższym zdjęciu.


     Tutaj wszystkie bombki już po kąpieli w roztworze kleju i Ługi :) Jak widzicie dokładnie wycieram wszystkie większe luki, gdzie widać balonik, po to żeby nie powstały mi nieestetyczne błonki.

     A wiecie jak je suszę? :)


     Przypinam agrafkami po zewnętrznej stronie firanki, nad grzejnikiem :) Ważne jest żeby nie było to tuż nad grzejnikiem, bo wtedy baloniki lubią sflaczeć, przez co kształt końcowy nie jest idealny, tylko jajowaty. Wikol schnie dość szybko, powieszone w południe wieczorem są już suche na tyle żeby wyjąć balon. Nigdy nie kładę balonika w koszulce bezpośrednio na grzejniku! Po pierwsze z balonika może zejść powietrze, a po drugie bombka wtedy niby jest sucha a miękka, dopiero po zdjęciu z grzejnika stwardnieje.


I gotowe! :)

      Na facebookowej stronce organizuję konkurs, na który serdecznie zapraszam :) Baner prezentuję się tak: 

     Pod słówkiem ,,konkurs" podałam link :) Zasady nie są trudne, chciałam żeby wszystko było jak najbardziej zgodne z polityką facebooka, dlatego może Wam się wydawać, że mój konkurs jest trochę inny niż wszystkie ;)

     Życzę udanej i owocnej pracy nad bombkami ;) Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego wzoru, to udostępnię go w następnym wpisie :) Powodzenia!

sobota, 22 listopada 2014

Nieforemne bombki? Nigdy więcej! :)

          Mam dla Was dziś kolejny wpis z serii porad :) Otóż, niektórzy pytają mnie : ,,Jak ty to robisz, że twoje bombki są tak okrągłe? " :) Moim zdaniem jest to tylko i wyłącznie kwestia odpowiedniego umieszczenia balonika w koronkowej koszulce. Jestem na etapie robienia bombek na zamówienie, więc postanowiłam pokazać Wam to na zdjęciach. Jakość nie jest najlepsza, ale to wina tej ponurej pogody, tak bardzo tęsknię za słońcem jak nigdy, bo nie mam jak zrobić zdjęć, które by mnie zadowoliły :)

      Jeśli balonik umieścimy tak:

   
     Czyli jak widać duża część znajduje się w przyszłej bombce, wystaje tylko kawałeczek. Otrzymamy z dużą dozą prawdopodobieństwa koślawą bombkę, na przykład taką:


     Moim sekretem, choć pewnie dużo osób robi to w ten sposób, jest włożenie do bombki samej końcówki balonika:


     Mam nadzieję, że widać różnicę między umiejscowieniem balonika na poprzednim zdjęciu, a na tym :) Zrobiłam już całą masę bombek i każda wychodzi okrągła :)


     Oczywiście czasami powód koślawej, czy jajowatej bombki może być inny, na przykład zły dobór wzoru ( w sieci przez pomyłkę można znaleźć wzory jajek), lub pomyłka w którymś okrążeniu, ale moim zdanie duże znaczenie ma tutaj również balonik.

     A i jeszcze jedno! Dużo osób wiąże balonik nitką, a ja zawsze wiążę supełek na balonie, a potem go przebijam. Wtedy mam pewność 99 %, że podczas suszenia z balonika powoli nie ucieknie mi powietrze - bo wtedy też zrobi się jajo - a baloników mi nie szkoda, bo:
1. Kupuję 100 sztuk za niecałe 20 zł
2. Mamy z córcią niezłą frajdę z przebijania balonów, w czym zawsze m pomaga :)

     Jak wspomniałam, teraz produkuję bombki, ale wcześniej zrobiłam kilka aniołków :)


     Wzór do nich pojawił się już na blogu, kilka wpisów wcześniej, robiłam już ten wzór, ale pierwszy raz ,,seryjnie". Wzór pokazuje, żeby sukieneczka składała się z 6 ukośnych paseczków, ale ja wypraktykowałam, że ładniej jest jeśli jest ich 7 :) Może na zdjęciu nie widać różnicy, ale z bliska jest ona wyraźna ( a może tylko ja to widzę :P ).

   

sobota, 15 listopada 2014

Kręciołki - sopelki i spółka

     Mój komputer trawiły wirusy, więc po leczeniu jest wreszcie gotowy do współpracy - mogę pisać i nie zasypuje mnie cała masa reklam i samootwierających się okienek. Mam nadzieję, że ten efekt utrzyma się przez jakiś czas :)

     Obiecałam Wam, że napiszę jak robiłam sprężynki :) Najważniejsze jest to, aby je ,,złożyć" , żeby wyglądały jak ściśnięta w palcach prawdziwa sprężyna. Następnie takie złożone kręciołki zamoczyłam w łudze, ale rozcieńczonej, bo bałam się żeby nie było za sztywne i żebym mogła je później spokojnie wymodelować. Kiedy się je zamoczy to już same się nie rozłożą, więc spokojnie ułożyłam je na desce do prasowania, przykryłam bawełnianą szmatką i przeprasowałam(bałam się żeby złota i srebrna nitka nie złapała się do żelazka, bo to jednak sztuczny materiał - stąd szmatka :)). Oczywiście nadal były mokre, odczekałam chwilę - niecałą godzinkę, aż zrobiły się wilgotne, a nie mokre. Kolejnym moim krokiem było rozprostowanie ich, co zrobiłam łapiąc za dwa końce i rozciągając. Potem nawlekłam je na niteczkę i w tej pozycji spokojnie wyschły :) Efekt - przynajmniej dla mnie jest satysfakcjonujący :) Po prostu nie byłam przekonana do tego, aby je zamoczyć i wymodelować palcami, ponieważ ten kształt nie byłby tak idealny, a ja, czyli perfekcjonistka do bólu muszę mieć wszystko jak spod linijki :P



     Robiłam jednocześnie dzwoneczki, śnieżynki, kręciołki... A wszystko dlatego, że mam tylko dwa styropianowe dzwoneczki do usztywniania, w związku z czym żeby nie piętrzyła mi się cała góra dzwonków do usztywnienia, robiłam dwa dzwoneczki, one sobie schły, a ja robiłam w tym czasie resztę ozdób. Powstał z tego taki miszmasz :)



     Tyle rzeczy chciałabym zrobić przed świętami, ale tak mało czasu ... Przydałaby się jeszcze jedna para rąk, albo chciałabym się w magiczny sposób rozdwoić, jedna JA biegałaby za naładowaną energią Niunią, a druga JA siedziałaby i szydełkowała, aż rozbolałyby ją pośladki :) Oooo to jest to :D

     Pierwszy raz w życiu złamałam szydełko, a raczej jego rączkę (szydełko czeskie). Zrobiłam to z własnej głupoty i nie przy szydełkowaniu. Robiłam głowę aniołka, odwróciłam szydełko drugą stroną i upychałam wkład do główki :) Jeszcze w ten sam dzień niezastąpiony Mężul kupił mi nowe :) Przez ostatni okres czasu nie opuszczała mnie myśl, że coś mi to szydełkowanie nie idzie, że może czas na przerwę ... Dopiero kiedy wzięłam do ręki nowe szydełko zobaczyłam, że to nie wina moich rąk, ale właśnie szydła :) Dlaczego? To stare miało dwa lata, używane non stop, codziennie, bo przeważnie robię kordonkiem... Było tak wytarte, że nić słabo się ślizgała, a to nowe szydełko... Mmmm, po prostu miodzio, aż nie chciało się odkładać :)
Dziewczyny jeśli używacie wiele lat jednego szydełka (pewnie tych droższych to nie dotyczy), zmieńcie je, a zobaczycie nową jakość szydełkowania. Wszystko się zużywa, nasz sprzęt także ;)

PS. Podam Wam wzór na kręciołka, który posiadam dzięki pomocy i uprzejmości niezastąpionych Wesołych Wiedźm ;)


środa, 12 listopada 2014

Wycieczka piesza w listopadzie? TAK!!!

     Dzisiejszy dzień a przynajmniej jego pierwszą część wykorzystałam na usztywnianie (w końcu) moich prac, które kurzyły się już od dawna i czekały na ten dzień, kiedy mąż będzie miał wolne i zajmie się Niunią. Robienie czegoś przy dziecku, na szybko mało kiedy wychodzi mi tak jakbym sobie tego życzyła. Całe przedpołudnie poświęciłam na gotowanie obiadku i na wykończenie robótek. Niebawem pokażę już gotowe ozdoby :)

      Strzeliłam też fotkę mojej kolekcji nici :D Może szału nie robi, niektórzy mają więcej, ale ja i tak cieszę się tym co mam i prędko tego nie przerobię :) A i tak ciągle kupuję coś nowego :P



     Następnym razem podam Wam mój patent na sopelki - kręciołki :) A tutaj mała zapowiedź, czyli ostatni etap ich wykonania ;)


     A popołudniu wybraliśmy się na wycieczkę na Folusz w Magurskim Parku Narodowym :) Ponad dwie godziny marszu (z dzieciątkiem na rękach - głównie były to ręce męża na szczęście:)). Najkrótszy szlak - czarny zaprowadził nas najpierw nad wodospad:



     Może nie jest ogromny, ale cała oprawa skał robi wrażenie :) Do tego piękny las : raz mieszany, raz jodłowy, zaraz buczyna, cudna różnorodność. Zachwyca mnie fakt, że nawet ścięte na potrzebę zrobienia szlaku drzewa - zostają na swoim miejscu :)


          Następny przystanek to:


     Ogromna skała, a wokół niej barierka dzięki czemu możemy obejść ją dookoła. Niunia oczywiście musi iść sama, a mamusia mało nie dostała zawału :P






     Wokół także znajduje się mnóstwo pojedynczych głazów, ciągną się po naszej lewej stronie w dół szlaku. Niemal wszystkie skały porośnięte są dwoma rodzajami mchu, co widać na tym zdjęciu:


     Mnie najbardziej podoba się to zdjęcie:



     Wiążę z tym zdjęciem, z tą sytuacją ogromne nadzieje. Otóż chciałabym, żeby nasza córka tak samo jak my, uwielbiała piesze wędrówki, żeby miała z tego tak dużo radości jak My :) Początki są zaskakująco obiecujące, ale aż boje się zapeszyć :) Kocham jesień i jeśli tylko się da, to chciałabym aby nasze wycieczki odbywały się o tej porze roku. Nie ma upału, nawet dłuższy marsz to przyjemność :) Polecam wszystkim ;)

    Zapraszam wkrótce na świeżutkie szydełkowe ozdoby :))

niedziela, 9 listopada 2014

Bo czasem trzeba złapać oddech

     Tegoroczna jesień zadziwia mnie po całości :) Pogoda jest cudowna i przyznam się, że szkoda mi czasu poświęcać na szydełkowanie w ciągu dnia, skoro możemy iść z Niuśką na pole. Bo my idziemy ,,na pole" - pochodzę z małopolski i nigdy nie mówiłam, że idę na dwór, czy na zewnątrz :P

     Odważyłam się i udało się! Mówię tu o bransoletkach koralikowych :) Postanowiłam, że nie będę kupować żadnych elementów, nici ani koralików, dopóki się nie nauczę. Koraliki pozyskałam z jakiejś torebki, a konkretnie z takich koralikowych frędzli. Wydawały mi się dość równe. Raz kupiłam sobie na próbę nici Talia 30 więc miałam 70 m, kupiłam tylko igłę do nawlekania koralików, bo miały dość małą dziurkę i żadna z igieł, które mam w domu nie chciała przez to maleńkie oczko przejść. Używałam szydełka 0,85 Tulip, kupionego kiedyś tam jako ,,przydaś":) No i proszę, przydało się :D Kolorki może takie niezbyt dopasowane, ale nie wzięłam takie jakie były na tej torebeczce.




     Chociaż filmików na YT jest mnóstwo, to ciężko jest znaleźć taki, który byłby dobrej jakości i na którym byłoby widać wszystko wyraźnie. Ja korzystałam z takiego: https://www.youtube.com/watch?v=Ka1ti_x51n4 :)
Do Świąt raczej nie zrobię żadnej bransoletki bo nie mam czasu, ale jeśli uda mi się coś sprzedać przed Bożym Narodzeniem to może kupię sobie koralików, nici, no i końcówek do wklejania, bo ta wygląda dziwnie bez tego elementu. Podobają mi się też różne zawieszki montowane przy zapięciu :) W to też pewnie zainwestuję :) Moje koralikowe zakupy chciałabym przemyśleć, żeby nie kupować byle jakiś kolorów, lecz takie jakie zużyję, chcę sobie najpierw zrobić takie projekty. Czy będzie mi się chciało? To się okaże :)

     Jestem z siebie dumna, a jednocześnie cieszę się, że odpoczęłam sobie troszkę od świątecznych ozdób, bo robienie w kółko tego samego jednak nuży :/

      Muszę się pochwalić, jestem szalenie dumna z mojej córeczki. Będzie obchodzić 24 listopada swoje drugie urodzinki i potrafi już sama korzystać z nocniczka, całkiem zrezygnowała z pieluszek, ba, ona nawet nie chce ich widzieć :) Na swoje pierwsze urodzinki nauczyła się chodzić, a na drugie urodzinki zrobiła mamie i tacie taki prezent, że nauczyła się na nocniczek i to zaraz po odstawieniu od piersi :D Każdego dnia obserwuję jak ona się rozwija i nie mogę się temu nadziwić, że tak szybko robi się samodzielna ... Aż czasami łezka się w oku zakręci jak patrzę jaka jest mądra ...

     Kolejną ważna sprawą, która ostatnio do mnie dotarła jest zalewanie naszego rękodzielniczego rynku chińszczyzną.

Zdjęcie zamieszczone w grupie ,,Uwielbiam szydełkowanie" 
przez Agnieszkę Sokal Koniec

     Wykorzystuję zdjęcie koleżanki ponieważ nie mam nigdzie w pobliżu supermarketu, w którym takiegoż aniołka chińskiej produkcji znalazła. Takie ,,coś" - bo aniołka to tylko powierzchownie przypomina - kosztuje 7 zł. Kiedy ja potencjalnej klientce za najmniejszego z moich aniołków powiedziałam cenę 10 zł to już jej więcej nie wiedziałam. Laik, który nie ma nic wspólnego z szydełkowaniem kupi takiego dziwoląga i będzie szczęśliwy. Może to kwestia tego, że ludzie nie mają porównania? Chińskie wyroby możemy spotkać w co drugim sklepie, a nasze rękodzieło nie jest aż tak dostępne na każdym kroku. Przykre patrzeć jak dzieła małych rączek dominują nad polskimi wyrobami. Przemysł zabawkowy jest już przez Chińczyków całkiem zawłaszczony. Polska zabawka to już rzadkość... Przykre jest też to, że ludzie wolą tanie, masowe badziewie od starannie i misternie wykonanych prac polskich rękodzielników. Dla porównania powtórnie pokaże aniołki, które wykonałam :



       To ja idę dalej robić sopelki, niedługo Wam pokażę jak się prezentują :) Mam też kilka innych drobiazgów, ale wszystko w swoim czasie ;)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Mikołajki - już za miesiąc :)

       Wymęczyłam kolejną porcję mikołajków :) To jedna z niewielu rzeczy, których wykonanie nie daje mi zbyt dużo satysfakcji :/ Wszystko dlatego, że jest to dość pracochłonna, a jednocześnie mała ozdóbka. Zmiana kolorów, chowanie nitek, na dodatek włóczka Etamin która ciągle mi się haczy mimo użycia zalecanego szydełka, czyli 2,5. Pokusiłam się o wykonanie drugiej partii, ponieważ odzew po pokazaniu na moim fanpage'u na facebooku tej pierwszej był zaskakujący :) Dużo osób pytało o nie, wielu się spodobały :)
Od razu pragnę podkreślić, że niestety pomysł na ich wykonanie nie jest mój, zaczerpnęłam go z Internetu.
     Wykonałam 15 sztuk (wyszło by jeszcze kilka z resztki włóczki, ale mi się nie chciało). Tym razem użyłam kremowej włóczki, a nie białej, jak ostatnio, bo w pasmanterii innej nie dostałam, a jednego motka nie opłaca się zamawiać przez Internet :)

   
     Jak tak na nie patrzę to jakaś satysfakcja jednak jeeeest :) Wyszło nieźle, przyznam nieskromnie :P Zrobiłam dla Was fotki kiedy jeszcze mikołajki schły sobie upięte szpileczkami na styropianie :)




   
     Pewna mała rączka oczywiście musiała się znaleźć na zdjeciu, bo jakżeby inaczej :)

     W piątek straciliśmy naszego przyjaciela - Obamę... To smutne, bo szłyśmy koło 11 do sklepu i wracając widziałyśmy go, pokazywałam Milence, jak kotek beztrosko bryka sobie na łące po drugiej stronie drogi. Pobawiła się jeszcze koło domu i poszłyśmy jeść, Wtedy przez okno zobaczyłam, że kotek leży na drodze... Wracał biedny do domu :( Ludzie wierzą chyba w przesądy, bo jak czarny kot przebiegnie im drogę, to muszą go przejechać, żeby nikomu pecha nie przynosił. Szkoda mi go, bo tak fajnie umiał bawić się z Niunią, nigdy jej nie podrapał, był taki pokorny i grzeczny... Na dodatek miał tylko półtora roku :(


     To ostatnie jego zdjęcie, wykonane około dwa tygodnie przed jego tragiczną śmiercią ...